Był rok 2020, początek pandemii COVID-19. Prowadziłam wówczas badania terenowe na Madagaskarze i współpracowałam ze szkolną stołówką w Fort Dauphin. Na Madagaskarze zamknięto szkoły i działające przy nich stołówki, zakazano publicznych spotkań, a na ulicy wszyscy nosili maseczki.
Lokalna organizacja charytatywna Lion’s Club przekazała worki ryżu dla dzieci korzystających ze szkolnej stołówki w Fort Dauphin. Ze względu na jej zamknięcie ich dystrybucją wśród najmłodszych mieli zająć się pracownicy placówki. Byłam jedną z dwóch osób, które przyszły odebrać rzeczone worki. Wydawało się, że potrwa to zaledwie kilka minut. Najbardziej zapamiętałam jednak przemowę, która okazała się nie tylko wstępem do przekazania darów, lecz także ważnym elementem samego wydarzenia.
Z samochodów terenowych wysiadło sześć osób, które zaczęły przenosić 50-kilogramowe worki ryżu. Gdy wszystkie worki zostały ustawione przed zamkniętym budynkiem stołówki, prezeska Lions Club zwróciła się do tych, którzy przyszli odebrać podarunek: „Nie jestem godna, aby przemawiać. Przepraszam, że zajmuję wam czas, a także że narażam was na zachorowanie na COVID-19”. Dalej mówiła o trudności sytuacji pandemicznej, szczególnie dla dzieci, które nie mogły korzystać ze szkolnej stołówki. Podziękowała, że organizacja może pomóc, i oficjalnie przekazała worki ryżu.
Kabary – tak nazywa się przemowa wygłaszana przez Malgaszy przy okazji spotkań, przedstawień, urodzin, imprez i wszystkich innych zgromadzeń. Prowadząc badania terenowe na Madagaskarze przez 11 miesięcy, z początku nie rozumiałam znaczenia tych wystąpień. Wydarzenie, które przywołałam powyżej, uświadomiło mi, jak ważne i konieczne było kabary. Wygłaszano je nie tylko dla zgromadzonych osób, lecz także po to, by dopełnić zwyczaju i nadać przekazywanemu darowi odpowiednią rangę.
Malgasze chętnie wygłaszali kabary przy rozmaitych okazjach. Jeśli tylko okoliczności temu sprzyjały, przemowy takie pojawiały się niemal zawsze. Miały ustaloną konstrukcję. Zaczynały się od przeprosin: „Nie jestem godzien, by przemawiać” (tsy medrika aho), „przepraszam, że przemawiam” (azafady fa miteny), „przepraszam, że nie jestem stary (starszym rodzeństwem, w znaczeniu doświadczenia i wieku), ale młody (azafady, satria tsy zandry fa zoki). W kontekstach związanych z Kościołem katolickim dodawano podziękowanie dla Boga – misaotra Andriamanitra. Mogło ono przybierać rozbudowaną formę: „dziękuję, że dobry Bóg obdarza mnie swoimi łaskami, a ja jestem niegodny, ale jednak będę prosił o łaskawe wysłuchanie mnie, chociaż rozumiem, że nie powinienem stać w tym miejscu. Jednak dobry Bóg mnie w tym wspiera…” itd. Później następowała część mająca przekazać treść komunikatu. W jej trakcie, jeżeli było to wskazane, dawany był podarunek – kado. Słowo to pochodzi od francuskiego cadeau („prezent”). Sam zwyczaj wręczania cadeaux jest szeroko rozpowszechniony w Afryce frankofońskiej. Kabary kończyło się ponownym podziękowaniem („dziękuję państwu” – misaotra tompoko). Te przemowy towarzyszyły mi w wielu sytuacjach. Ich obecność może być postrzegana jako banalna czy obojętna, a z pewnością mniej spektakularna niż wymiany darów opisywane przez Marcela Maussa. Jednak bez rozumienia ich znaczenia nie byłam w stanie funkcjonować w społeczeństwie malgaskim. Stanowiły nieodłączny element wielu praktyk społecznych, na przykład ślubu tradycyjnego. Mój znajomy Ivon tak mi o tym opowiadał:
Jeśli chcesz wziąć ślub, musisz przynieść one beef [krowę z gatunku zebu]. Nawet jak przyniesiesz pieniądze, nie zaakceptują tego – one beef jest konieczny. Jeżeli jesteś mężczyzną. Bo nie ma kobiet biorących sobie mężczyznę za męża. I przynosisz też jus naturel [sok]. I musisz powiedzieć kabary: „Przepraszam, że mówię, ale czy mogę wziąć waszą córkę za żonę, bo kocham waszą córkę. Nigdy jej nie opuszczę, nigdy jej nie zabiję, nie skrzywdzę. Kocham ją, dam jej miłość”.
Kabary to nieodzowna część wielu wydarzeń. Podobnie jak nie udałoby się dopełnić małżeństwa bez podarowania krowy, tak nie doszłoby do niego bez wygłoszenia kabary. Kabary nie było zwykłym przemówieniem, mówca angażował się w wypowiadanie swoich słów, każde było emocjonalne, intensywne. Do wygłaszania kabary trzeba było się też przygotować. Pewnego dnia wyruszyłam z grupą Malgaszy w odwiedziny, aby złożyć pewnemu mężczyźnie i jego dzieciom kondolencje po stracie żony i mamy. W trakcie drogi pytałam o zwyczaje: co należy zrobić, jak się ubrać, jak to będzie wyglądać. Przebieg mampamangi (czyli odwiedzin) na moją prośbę przedstawiła mi jedna z dziewczynek.
Najpierw jest Salama [dzień dobry], witasz się ze wszystkimi i siadasz, potem miresaka [rozmowa], na początku jedna osoba powinna wygłosić kabary zawierające azafady [wyrazy współczucia], rozmawiasz. Ta rozmowa może długo trwać. Potem kado się składa dla ojca rodziny, potem mivavaka [modlitwa]. Modlitwę prowadzą osoby, które przyszły, a rodzina się dołącza. Rodzina ma mieć czarny strój [okazało się, że nie założono takich ubrań].
Gdy wymieniała po kolei, jakie elementy pośmiertnych odwiedzin następują po sobie, zrozumiałam, że jest to wiedza nieobca także dzieciom. Na mampamangi nie chodzą jedynie dorośli, jest to wydarzenie międzypokoleniowe. Po drodze do domu zmarłej kobiety, gdy przechodziliśmy przez las i pola ryżowe, poprosiłam jednego z wolontariuszy, aby on powiedział kabary rodzinie, bo ja językowo nie czułam się wystarczająco pewnie i bałam się, że powiem coś, czego nie powinnam. Był na mnie zły, że nie powiedziałam mu wcześniej, ponieważ wolałby się przygotować, a nie zostać przeze mnie zaskoczonym; zgodził się pod warunkiem, że ja poprowadzę później modlitwę. To i tak wiązało się dla mnie z dużym stresem. Kabary to podarunek, trzeba o nim pomyśleć i go przygotować. Zwykle widać, gdy ktoś nie wręcza go szczerze.
Ja również otrzymałam kabary na koniec mojego pobytu w Tolagnaro. Zastępca prezydenta Kościoła (na Madagaskarze prezydenci Kościoła zarządzają parafią, organizują różne wydarzenia i są reprezentacją danej społeczności) zaprosił mnie na środek, powiedział kabary i wręczył mi prezent. Później ja również wygłosiłam kabary i podarowałam mu prezent. Słowo, które otrzymałam, było szczególnie istotne, ponieważ zostało skierowane do mnie i stanowiły formę podziękowania – był to swoisty dar słowny, wygłoszony w obecności całej wspólnoty. Po 11-miesięcznym pobycie na Madagaskarze zrozumiałam wagę i znaczenie każdego kabary. Byłam w stanie je wygłosić po malgasku w sposób, który zadowolił współtowarzyszących mi Malgaszy. Kabary pojawiało się we wszystkich aspektach życia codziennego, także podczas celebracji rocznic, urodzin czy imprez rodzinnych.
Aiza kado?(„Gdzie podarunek?”), pytali moi malgascy znajomi, gdy wracałam z jakiejś podróży. Podarunki były symbolem troski i swoistą koniecznością. Jeżeli się wraca z odwiedzin bądź jakiejś wyprawy, należy coś przywieźć. Te prezenty często były bardziej symboliczne niż wartościowe – mógł być to na przykład cukierek lub owoc. Myślę, że moi malgascy znajomi próbowali mnie tym pytaniem wychować, nie słyszałam bowiem, by zadawali je komuś innemu.
Kabary i kado towarzyszyły różnym rodzajom odwiedzin (mampamangi). Szczególnym rodzajem były noworoczne mampamangi, które polegało na tym, że każdy Malgasz odwiedzał swoich rodziców i teściów. Często była to dłuższa wizyta – trwała około tygodnia. Wiele osób przemieszcza się w tym okresie w obrębie całej wyspy. Wielu Malgaszy mieszka i pracuje w większych miastach, takich jak Tolagnaro, jednak w okresie noworocznym wracali oni do rodzinnych miejscowości, by dopełnić tego zwyczaju. Po Nowym Roku jechałam z katolickim księdzem do wioski, w której on odprawiał mszę, ja przed nabożeństwem uczyłam języka angielskiego. W drodze do wioski powiedział mi, że nie będzie dużo ludzi i w ogóle to nie wie, czy jest sens robić angielski, bo wszyscy się na mampamangi rozjechali. Każde zamknięte stoisko, kiosk czy przerwane prace drogowe ksiądz wyjaśniał jednym słowem: mampamangi.
Malgasze byli byli przywieźć ze sobą na taką wizytę kado dla rafoza (teściów), czyli kurę. Kura, która była dość droga, była wyrazem szacunku dla rodziców.
W lutym przyjechała w odwiedziny na Madagaskar moja mama. Gdy zapowiadano jej przyjazd, wielu seminarzystów i księży zwracało uwagę mojemu mężowi, że powinien kupić swojej rafoza kurę. Większość mówiła to w żartach, ale gdy mój mąż faktycznie kupił kurę i poprosił o przyrządzenie jej dla całej wspólnoty na kolację, zostało to natychmiastowo zauważone i zinterpretowane jako odpowiedni podarunek dla teściowej.
Ciągle powtarzane pytanie: Aiza kado?, faktycznie nas wychowało, abyśmy mogli postępować zgodnie z miejscowym obyczajem. Moja mama, będąc na wyspie jedynie w odwiedzinach, nie widziała w tym wydarzeniu nic nadzwyczajnego.
Inną okolicznością składania kabary i kado były odwiedziny u nowo narodzonego dziecka. Były one najmniej formalne, a ich ważnym aspektem było przyniesienie kado. Znajomy z pobliskiej wioski Ampasy opowiadał mi o zwyczajach związanych z narodzinami dziecka.
Przynosi się kurę albo pace [rodzaj fasolki], wystarczy kupić jeden kapok, (…)sprzedają na Tananbao [część Tolanganro] za 1 tys. ariary i do tej fasoli ryż malgaski. A część jak nie ma kury to daje pieniądze albo lamba [ubranko] dla dziecka małego.
Gdy zauważyłam, że na Nowy Rok też daje się kurę, dodał, że:
tak, ale to rodzicom, że wynika to z czegoś innego. Rodzicom daje się z szacunku, a tutaj daje się, żeby była pomoc dla piersi, żeby mleko dla dziecka było dobre. Kobieta zostaje po pierwszym porodzie w domu swojej matki kilka miesięcy.
Odwiedzano mamę oraz dziecko. Ojciec nie był istotny, mógł przebywać wtedy w domu, ale nie musiał. Wizytę po narodzinach w przeciwieństwie do wizyty po śmierci bliskiej osoby składało się wewnątrz domu. Kobiety siedziały mocno owinięte kocami wraz z małym dzieckiem. Udało mi się udać dwukrotnie na takie mampamangi. Co ciekawe, podczas żadnych z tych odwiedzin nie wygłaszaliśmy kabary, a jedynie wręczaliśmy prezent i się modliliśmy. Modlitwę najczęściej zaczynał brat zakonny, który mi towarzyszył. Później rozmawialiśmy o samopoczuciu. Obie te wizyty odbywały się wewnątrz małych drewnianych domków, które były zbyt małe, żeby się w nich wyprostować, więc siadaliśmy bądź kucaliśmy. Gdy do pomieszczenia weszło kilka osób, zrobiło się naprawdę gorąco, ale to nie powstrzymywało mamy dziecka od dalszego siedzenia pod kocem i zakładania noworodkowi czapeczki. Pamiętam, że temperatura i ścisk podczas tych mampamangi były dla mnie nie do zniesienia.
***
Podarunki i przemowy stanowią nieodłączny element budowania relacji społecznych na Madagaskarze. Kabary służy nie tylko wyrażeniu szacunku, lecz także nadaniu wydarzeniom odpowiedniej formy i oficjalnego charakteru. Samo w sobie jest prezentem. Zarówno wygłoszenie go, jak i otrzymywanie wymaga odpowiedniego przygotowania i jest społeczną gratyfikacją. Podarunki nie zawsze są przekazywane w formalny sposób – czasem jest to cukierek przywieziony z podróży, innym razem jedzenie dla młodej mamy. Gdy jednak towarzyszą wydarzeniom publicznym, stają się uhonorowaniem obdarowywanej osoby i dopełnieniem tradycji.
O darach i znaczeniu ich wręczania pisał już Marcel Mauss w 1925 roku. Później wielu antropologów wykorzystywało jego teorię (np. Alan Fowler, Jacob Mwathi Mati czy Honoré Gbedan). Uważam, że wciąż warto się temu przyglądać. Obdarowywanie i zwyczaje z nim związane tworzą relację społeczną, specyficzną dla każdego kraju. Dzięki ich zrozumieniu łatwiej pamiętać nawet o kurze dla własnej rafoza.
Bibliografia
Fowler Alan, Mati Jacob
2026 African Gifting: Pluralising the Concept of Philanthropy, [w:] „Voluntas: International Journal of Voluntary and Nonprofit Organizations”, 30, 724–737.
Gbedan Honoré
2025 L’Afrique vue du don : esquisse d’une sociologie, [w:] „African Scientific Journal”, 3, 1060–1083.
Mauss Marcel
2021 Socjologia i antropologia, tłum. M. Król, K. Pomian, J. Szacki, Warszawa.



















