Byłam zaproszona na konferencję dotyczącą rdzennej astronomii zorganizowaną przez North-West University w RPA w 2022 roku. Zebrali się artyści, badacze, starszyzna, studenci, eksperci, profesorowie. Byli obecni król i jego synowie. Były tańce i śpiewy. Opowieści. Ceremonie. Skupianie się nie tylko na faktach, suchych i odizolowanych od sensu, ale także na relacji – czyli opowieści, która te fakty łączy w większą całość i z której buduje się i sens, i drogę wyznaczającą wartości konkretnej cywilizacji. Droga rdzennej wiedzy, czyli Indigenous Knowledge Systems, z samej nazwy (knowledge systems, czyli systemy wiedzy) mówi, że chodzi o sieć, relacje, połączenia dające obraz całości (systemu).
Konferencja była niesamowicie różnorodna, a jednak nadal czuć było jej naukowy charakter. Dekolonizacja wiedzy oznacza przecież zapraszanie do stołu akademickiego starszyzny rdzennej mądrości. Wciąż jednak trudno o prawdziwe spotkanie, bo ludzie kształtowani jedynie przez zachodnie systemy naukowe nie umieją spojrzeć na gwiazdy z perspektywy rdzennej, choć rdzenni badacze zazwyczaj umieją poruszać się pomiędzy tymi perspektywami, jako że przechodzili przez zachodnie systemy edukacji.
Do takiego zderzenia perspektyw doszło w pierwszym dniu obrad. Kiedy zgromadziliśmy się przy stołach i mikrofonach, organizator poprosił o pytania przed rozpoczęciem obrad. Wtedy wstał sangoma króla. Młody stary człowiek z uśmiechem dziecka, światłem w oczach i sercem na dłoni, noszący tradycyjne ubranie, które podkreślało godność, z jaką się nosił. Powiedział tak:
You academics, are you ready to break these university walls? Because for me, this, it’s not African. Are you prepared to break these walls? African traditional healing, it’s not the way people understand it. It’s not what people understand it from Euro-centric. I’m posing this question because as a conference, at some point, we must be able to have a discussion at some point… The whole structure, all of this, they are Eurocentric. I can’t talk about Naledi in a closed space – I should be seeing the sky now, and sometimes singing, and sometimes even naked, half-naked – because that structure of Mother Nature, it’s also ingrained in me…
[Wy, akademicy, czy jesteście gotowi zburzyć te mury uniwersyteckie? Bo dla mnie to nie jest afrykańskie. Czy jesteście gotowi zburzyć te mury? Afrykańskie tradycyjne uzdrawianie to nie jest to, co ludzie myślą. To nie jest sposób, w jaki ludzie rozumieją je z eurocentrycznego punktu widzenia. Zadaję to pytanie, ponieważ jako konferencja w pewnym momencie musimy być w stanie rozpocząć dyskusję… Cała struktura, to wszystko tutaj, jest eurocentryczne. Nie mogę mówić o Naledi [gwiazdach – przyp. aut.] w zamkniętej przestrzeni – powinienem teraz widzieć niebo, a czasem śpiewać, a czasem nawet być nagim, półnagim – ponieważ ta struktura Matki Natury jest zakorzeniona również we mnie…]
Organizator konferencji, dr Motheo Koitsiwe, który napisał pierwszy doktorat o rdzennej astronomii (lub inaczej etnoastronomii) ludu Batswana, uśmiechał się i potakiwał głową. Nie był jedyny.
„Nie mogę mówić o Naledi w zamkniętej przestrzeni… Ponieważ ta struktura Matki Natury jest zakorzeniona również we mnie…”. Te słowa uderzyły mnie mocno, bo wynika z nich, że rozmawiając z Naledi, z gwiazdą, rozmawiamy z kimś bliskim. Z rodziną. Z relacją. Rozmawiamy też z tym, co gwiezdne w nas samych. Dopiero wtedy rozmowa może zbliżać się do prawdy.
Europejczycy i Afrykańczycy w aktualnym momencie w historii kulturowo mają bardzo różne podejścia do wszechświata – w tym do gwiazd (mówię oczywiście w dużym uproszczeniu; robię to, abyśmy zauważyli cywilizacyjną nić sensu w podejściu do wszechświata). Europejczyk w martwym wszechświecie ze świecą czy latarką (czyli teleskopem) szuka życia. Europejczyk tęskni za życiem, które ktoś objaśnił, którego go nauczył i które istnieje tylko w ludzkim umyśle. Europejczyk musi wyjść, a może nawet uciec ze swojego domu, aby odnaleźć siebie, czyli swoją relację z martwym wszechświatem. Robi to, by jego życie nabrało sensu. Samotność europejska trwa już bardzo długo, choć wielu ludzi w Europie czuje w sposób rdzenny. Coraz częściej nawet nasza własna nauka potwierdza, że odcinając się od świata, zabijamy i siebie, i świat. Widzimy to na przykład w ruchu Osoba Odra. Tysiące ludzi czują, że rzeka jest żywa w sposób, w jaki nawet ludzie nie są, i że tym samym powinna mieć prawa w ludzkim systemie zarządzania. Prawo bytu.
Afrykańczycy w rdzennych systemach wiedzy (IKS), na przykład w Chivanhu ludu Szona w Zimbabwe, dążą do relacji pomiędzy równymi istotami – różnymi, ale równymi. Rozmawiają o gwiazdach nie dlatego, że gwiazdy są dalekie i obce, ale dlatego, że gwiazdy są bliskie, znajome i dla nas istotne. Przede wszystkim z gwiazdami da się rozmawiać i nawet powinno się z nimi rozmawiać. Gwiazdy otwierają drzwi do systemu nawigacji nie tylko fizycznej, ale również duchowo-emocjonalnej (bo w IKS wszystko jest ze sobą połączone, a więc nie ma zewnętrznej nawigacji bez nawigacji wewnętrznej) (Wilson 2008).
Dla wielu ludzi eurocentryzm w opozycji do afrocentryzmu może być jedynie kwestią polityki, odmiennych zdań lub różnic w zabobonach (my mamy swoje, oni swoje). Rzadko stajemy na wysokości zadania, aby faktycznie zmienić swój własny tok rozumowania, wyrzeźbić na nowo swoją kosmologię zewnętrzno-wewnętrzną, żeby móc zrozumieć siebie nawzajem. Zachód oblicza odległość do dalekich gwiazd. Nie myśli o tym, że gwiazdy są żywe i nas słyszą. Afryka zaś rozmawia z gwiazdami, które figurują w mitologiach początku świata i początków ludzkości (Mutwa 1964; Aschwanden 1989). Baba Raletadji mówił nie o czymś symbolicznym, tylko o czymś prawdziwym, dowodem czego jest to, że widzimy światła gwiazd. Gwiazdy patrzą na nas niczym oczy, widzą, śledzą i budzą swoim światłem. Widzimy się nawzajem. Widząc się nawzajem, mamy kontakt ze sobą tu i teraz. Zatem gwiazdy są żywe, nawet jeśli obliczyliśmy, że są martwe. Ich światło otwiera naszą percepcję i naszą umiejętność pamiętania, skąd pochodzimy i kim jesteśmy.
A więc czym jest rdzenna astronomia? Gdzieś w swojej historii zachodni świat zaczął traktować gwiazdy jako coś, co nas nie dotyczy – ucieszył się, że obliczył odległość do Słońca, ucieszył się, że gwiazdy są bardzo daleko i że można co i raz czuć, że gwiazdy są jeszcze dalej, i że odkrywając je lub robiąc im zdjęcia, wyruszamy w podróż daleką, ekstremalną i samotną. Jak zauważył Campbell w książce Bohater o tysiącu twarzy, nasza cywilizacja ma w sobie nurt opowieści o ludziach, którzy opuszczają dom, rodzinę, swoje korzenie. A jednak tutaj zachował coś z rdzennej perspektywy, bo dla wielu rdzennych kultur gwiazdy faktycznie oznaczają podróż – pierwszą podróż na ziemię i ostatnią podróż po śmierci. I nawet bohater nie jest sam, bo znajduje po drodze sprzymierzeńców – tak samo w IKS żaden człowiek nie rodzi się sam. Każdy człowiek ma Przodków, którzy z nim są, wspierają go i prowadzą przez całe życie. W tych relacjach ze światem poza-ludzkim również figurują gwiazdy, i to na różne sposoby. W kulturze Szona Droga Mleczna jest drogą nazywaną Musana weNzou (grzbiet słonia) lub Gwara raKuruvi (droga Kuruvi, pierwszego człowieka) (Mabasa 2022).
A jednak z perspektywy afrykańskiej gwiazdy są blisko, najbliżej, bo w systemach rdzennej wiedzy myśli się zawsze w kontekście relacji i relacyjności. Jak pisze Shawn Wilson w swojej książce Research is Ceremony, techniki badawcze świata zachodniego nie mają sensu w kontekście rdzennym, w którym relacja zmienia naturę istoty, wręcz sama taka relacja pomiędzy istotami także jest żywą istotą.
Z perspektywy Zachodu do gwiazd się dąży. Są daleko. Z perspektywy Afrykańczyków gwiazdy są blisko. Gwiazdy są najbliższe – mają najintymniejszy wgląd w naszą świadomość, a poza tym są jedną z wielu bram do świata Przodków, więc także w tym sensie mają najintymniejszy wgląd w ścieżkę naszej duszy. Są łącznikiem pomiędzy naszą małą ludzką świadomością a wielką świadomością wszechświata.
Dlatego czasami gwiazdy nie są obojętne wobec naszych losów. Prowadzą z nami ciągłą rozmowę, tak jak w starej legendzie ludu Szona o tym, jak powstał księżyc. Otóż księżyc powstał, bo gwiazdy zlitowały się nad ludźmi, gdy ci opowiadali im o swoich problemach. Gwiazdy chciały im pomóc, toteż stworzyły z siebie samych ogromne światło w ciemności, abyśmy wiedzieli, jak wrócić do domu (znów widzimy tutaj nawigację wewnętrzno-zewnętrzną).
Gwiazdy również przypominają nam o tym, skąd pochodzimy. Ten motyw można znaleźć w wielu kulturach (Mack 1999). Ciekawe, że patrzenie na niebo sprawia, że zadajemy sobie pytania o to, skąd jesteśmy i dokąd idziemy.
Byłam na ceremonii Przodków (‘bira), w Zimbabwe. Ceremonie te trwają całą noc. W pewnej chwili wyszliśmy na zewnątrz, gdzie młody szaman powiedział mi: „Pamiętam, moja babcia zawsze wskazywała na niebo, na konkretną gwiazdę, i mówiła – stamtąd pochodzimy, nasz lud…”. Stamtąd? Czyli skąd? Chciałam wiedzieć. „Stamtąd, niestety nie pamiętam, która to gwiazda konkretnie. Ale pamiętam, że mówiła, że stamtąd jesteśmy…”. Światło gwiazd dociera do nas, światło gwiazd nas otwiera, światło gwiazd budzi w nas pamięć – dlatego gwiazdy związane są z koncepcją podróży pomiędzy życiem a śmiercią.
W Zimbabwe Droga Mleczna ma różne nazwy. Jak wspomniałam, nazywa się Musana weNzou, czyli grzbiet wielkiego słonia, jak również Gwara raKuruvi, czyli Droga Kuruvi. Kim był Kuruvi? Możliwe, że pierwszym człowiekiem, który przyszedł z Guruuswa (jak to opisał w moim filmie dokumentalnym dr Joachim Kwaramba [zob. Wojtkowska 2022]), czyli Krainy Długich Traw, skąd pochodzi lud Szona. Tutaj symbolika i mitologia zlewają się w doświadczenie. Jak powiedział dr Zulumathabo Zulu w wywiadzie ze mną: „African knowledge must be experienced to be real knowledge” („Afrykańska wiedza musi być doświadczona, aby była prawdziwa”) (Zulumathabo Zulu 2023) Dla rdzennych kosmologii afrykańskich Zachód jest pełen zabobonów i odcięty od źródła, dzięki któremu doświadczanie fenomenów sprawia, że stajemy się bardziej otwarci na symbole i metafory, a zatem również żywe mity. Wiktor Turner próbował o tym napisać w ramach klasycznych badań antropologicznych. Tylko czy jemu, piszącemu w kontekście sztywnej europejskiej nauki, mogło się to udać?
Z punktu widzenia rdzennej Afryki to nic dziwnego, że dla Zachodu gwiazdy są tak daleko, że wszechświat wydaje się taki zimny i pozbawiony życia – jest podobny do buszu, do którego kolonizatorzy próbowali wejść i się wystraszyli, bo był dla nich po prostu przerażający, pełen dzikich zwierząt i chorób. Pełen strachu. Historia ludzkości z perspektywy zachodniej jest pisana przez strach: przed głodem, przed dzikimi zwierzętami. Inaczej u ludu Szona w Zimbabwe, inaczej u rdzennych Afrykańczyków, u których historia ludzkości to losy duszy, która kroczy ścieżką Gwara raKuruvi z krainy Przodków na ziemię, a potem z powrotem do gwiazd. Zostawiając, oczywiście, jakiś swój ślad na ziemi. Ślad, mamy nadzieję, miłości.
Baba Raletaji powiedział coś, co jest podstawą rdzennej wiedzy o gwiazdach, a o czym codziennie zapominamy: „nie mogę mówić o Naledi w zamkniętej przestrzeni – powinienem teraz widzieć niebo”. Podstawą kosmologii rdzennej jest relacyjność i szacunek – i to nie są puste symboliczne gesty, lecz gesty, które budują relacje sprawiające, że światło gwiazd staje się rzeczywistym i odczuwalnym mostem pomiędzy historią ludzkości (a więc sensem ludzkiego życia) a teraźniejszością na ziemi. Wszystkie nasze obecne systemy wiedzy o gwiazdach, z zachodnią astrologią włącznie, nie zakładają relacyjności, lecz mechaniczne podejście do wszechświata. Tutaj pojawia się słynny „zegar” (Paley 1802), który udowadnia istnienie Boga, jest to jednak Bóg odległy tak samo jak nasze gwiazdy. Nie zakładają istnienia gwiazdy, o której nie wolno rozmawiać bez jej obecności, czyli w konkretnym rytualnym czasie – nocą, wtedy kiedy widzimy gwiazdę, a ona widzi nas.
Na tej samej konferencji dr Zulumathabo Zulu opowiadał o tym, jak u Zulusów dziecko po narodzinach wynosi się na dwór, wskazuje na niebo – na księżyc czy jakąś gwiazdę – i mówi się: „należysz do tej gwiazdy”. Gwiazdy to bowiem nie tylko stróże, lecz także drogowskazy. Jak mówił dr Malidoma Some na jednym z warsztatów, na którym byłam: „cokolwiek robisz w tej chwili, patrz na symboliczny aspekt tego działania, a wtedy odkryjesz, co robi twoja dusza, jaką obecnie prowadzi rozmowę ze światem duchowym a propos twojej podróży na ziemi”. Bez światła gwiazd jesteśmy zagubieni. Nasze dusze nie wiedzą, gdzie są.
W rdzennej kosmologii gwiazdy reprezentują świadomość (a więc zarazem są nią). Gwiazdy stają się naszą umiejętnością zrozumienia – na wyższym poziomie – co się z nami dzieje. Bez gwiazd nasze umysły gasną. Stajemy się zlepkiem faktów, kołowrotkiem myśli, z których wszystkie są tak samo mądre lub niemądre. Bez gwiazd skupiamy się na rzeczach nieistotnych. Bez gwiazd nie umiemy się odnaleźć, a zgubienie się sprawia, że nasza dusza zaczyna skowyczeć i rzucać się, szukając tego olśnienia, oświecenia, zmiany, która sprawi, że otworzy się przed nami nasza właściwa ścieżka. Nie bez powodu szukamy naszej gwiazdy.
Nyamatsatse, czyli w języku Szona „poranna gwiazda” – jest gwiazdą, która w legendzie o Mwedzi i Morongo urodziła życie na ziemi (Frobenius 1938). Według legendy Mwedzi, czyli księżyc (mężczyzna), błaga Boga, aby móc być na ziemi, czyli poza wielkim jeziorem czasu. Bóg nie chce go puścić, bo na ziemi jest trudno i smutno – i rzeczywiście, księżyc ląduje na ziemi, na której jest i trudno, i smutno (tak jak obecnie na Księżycu; jakby ludzie już wtedy o tym wiedzieli). Ale Bóg przysłał wtedy do Mwedzi Nyamatsatse, aby była jego żoną przez dwa, i tylko dwa lata. Nyamatsatse urodziła drzewa, busz, ptaki, dobre zwierzęta i ludzi. Morongo urodziła węże, skorpiony i drapieżniki. Mwedzi nie chciał jej puścić, więc wąż go ukąsił, wskutek czego Mwedzi wrócił jednak do wielkiego jeziora czasu. Ta opowieść jest opowiadana w sposób rytualny, przy ognisku. Przy świetle gwiazd. Po to, aby relacja pozostała relacją – bo nasza dusza jest jak gwiazda, i choć pochodzi z daleka, to jej światło jest tutaj z nami, blisko.
W opowieści o Mwedzi i Nyamatsatse zawiera się cały astronomiczny cykl Wenus. Ukryty, ale czytelny (Wade 2015; Wojtkowska 2026). Wiedza astronomiczna była istotna, ale nie była pozbawiona ani relacji, ani szacunku. Jak nasza astronomiczna wiedza by się zmieniła, gdybyśmy zaczęli rozmawiać z gwiazdami zamiast o nich?
„Wy, akademicy, czy jesteście gotowi zburzyć te mury?” Czy jesteśmy gotowi zburzyć mury, które ograniczają nas tak, że nie potrafimy rozmawiać o gwiazdach przy gwiazdach? Czy jesteśmy gotowi zburzyć mury w naszej świadomości, które utrudniają nam rozumienie istoty poprzez relację? Czy my, akademicy, jesteśmy gotowi zburzyć mury wybudowane w naszej świadomości, które powstrzymują nas przed odkryciem mądrości i tajemnic gwiazd? I czy burząc te mury, odkryjemy, że nasze cywilizacje wcale się od siebie nie różnią, i że ludzkość wszędzie dąży do relacji ze światem żywym, a nie światem martwym?
Bibliografia
Aschwanden Herbert
1989 Karanga Mythology: An Analysis of the Consciousness of the Karanga In Zimbabwe, Gweru.
Frobenius Leo
1999 [1938] African Genesis, New York, Dover.
Mabasa Ignatius
2022 Gwara raKuruvi – Presentation at Nyamatsatse Festival, Harare, Zimbabwe.
Mack John E.
1999 Passport to the Cosmos: Human Transformation and Alien Encounters. New York.
Mutwa Vusazamulu Credo
1998 Indaba, My children, Edinburgh.
Paley William
1802 Natural Theology: Or, Evidences of the Existence and Attributes of the Deity Collected from the Appearances of Nature, London.
Wade, Richard
2015 Southern African Cosmogenics and Geomythology of the Great Zimbabwe Cultural Complex since the Mediaeval Trade Network Era, PhD Thesis, University of Pretoria.
Wilson Shawn
2008 Research Is Ceremony: Indigenous Research Methods, Nova Scotia.
Wojtkowska Klara
2022 Guruuswa: A Mythological History of Zimbabwe [film].
Wojtkowska Klara
2026 Stories of the Stars: The Spiritual History of Dzimbahwe (Great Zimbabwe), PhD Dissertation, University of South Africa.
Zulu Zulumathabo
2023 Interview with Klara Wojtkowska for Doctoral Research and Documentary Film-Making.














